8 stycznia 2018

TYGODNIK #1 ... I PO ŚWIĘTACH, GÓRY UMARŁYCH I "SHELFIE"

Jestem mistrzem rozpoczynania nowych serii na blogu, gorzej jest z ich kontynuacją, ale nie bądźmy czarnowidzami i powitajmy na blogu Tygodnik. A tak zupełnie na marginesie, przeraża mnie nieco fakt, że w jakiś niewyjaśniony sposób wena dopada mnie w niedzielne wieczory i każe zarywać noce, kiedy to w najlepsze powinnam wypoczywać przed nadchodzącym tygodniem (a ten najbliższy zapowiada się być nie lada wyzwaniem). Wracając do meritum, czym jest TygodnikTygodnik to zbiór przemyśleń, planów, pomysłów (trzy razy "P"?) i inspiracji. Takie małe podsumowanie minionego tygodnia. 

W tym roku wyjątkowo szybko pożegnałam się ze świątecznymi ozdobami. Zwykle cieszę nimi oko o wiele dłużej, tym razem jednak, jeszcze przed sylwestrem wszystko wylądowało w specjalnej, świątecznej szufladzie. O tym, że niedawno obchodziliśmy Boże Narodzenie przypominają mi aktualnie tylko dwie roślinki - gwiazda betlejemska i mały cyprys.

Jednym z moich postanowień noworocznych jest poświęcenie większej ilości czasu na książki. Bardzo brakuje mi regularnego czytania, więc postanowiłam nie tracić ani chwili i natychmiast wziąć byka za rogi. Wygląda na to, że mój czytelniczy rok rozpocznę od pozycji "Góry umarłych" (Tomasz Hildebrandt, wydawnictwo Muza). Akcja książki toczy się w Bieszczadach, które jak wiecie uwielbiam, mam więc głęboką nadzieję, że to najlepszy wybór na dobry początek "książkowego" roku.
Wciąż jednak nie daje mi spokoju ta zmowa "zmilczenia" :) Czyżby błąd na okładce? Musiało się oberwać korekcie.
W najbliższym czasie chciałabym zrobić szybki remont kuchni. Brzmi prosto, łatwo i przyjemnie, ale obawiam się, że będzie ciut inaczej. Do zmiany jest glazura, przemalowanie ścian na biało i wstawienie dwóch wymarzonych witryn, które pomieszczą wszystkie moje kuchenne skarby, a jest ich jak widać nie mało. Wieki miną zanim opróżnię szafki i pozbędę się wszystkich gratów z kuchni :)
Ponieważ na Instagramie (na który serdecznie zapraszam) pytaliście o to skąd są poszczególne przedmioty, postaram się szczegółowo odpowiedzieć Wam tutaj. Obawiam się jednak, że większość może być już niedostępna, bo jak się na pewno domyślacie ta mała kolekcja powstawała przez dłuższy czas.
Plakat w czarnej ramie - Jysk, czarny obrazek - Pepco, zestaw trzech szklanych cylindrów - Ikea, szklany słój z pokrywką - Ikea, słoje z ciemnego szkła - secondhand Szmizjerka, wieża Sony - ma sto lat, ale o dziwo nadal sprawuje się świetnie. 
Szara puszka z gwiazdką - KIK, czarne puszki we wzory - Pepco, nakrapiana filiżanka - secondhand Szmizjerka, szklane pojemniki - OLX, kubki z cyferkami - bardzo fajny lokalny sklep Wyszukane Używane.
Białe ceramiczne pojemniki - secondhand, puszka z kaktusami - Flying Tiger Copenhagen, ceramiczne pojemniki z bambusowymi pokrywkami - Pepco i Flying Tiger Copenhagen, metalowe pojemniki z uchwytami - Pepco, szklanka z podwojnymi ściankami - secondhand Szmizjerka, szklana filiżanka z drewnianym spodkiem - Home & You, kubki w trzech kolorach - Flying Tiger Copenhagen, pojemniki w paski, kreski i kropki - Pepco, butelka z korkiem - Ikea, szklane pojemniki z korkiem - Flying Tiger Copenhagen.
O zmianę koloru ścian prosi się również pokój dzienny. Do dziś zastanawiam się skąd w mojej głowie narodził się pomysł, aby ściany w całym domu pomalować na różne odcienie beżu. Normalnie "fifty shades of beż" można by rzec. Nie przepadam za tym kolorem, zupełnie nie lubię brązów, a już na pewno nie w mojej garderobie. Skąd zatem wziął się beż na ścianach? Zabijcie mnie! Nie wiem! Chwilowe zamroczenie, którego skutki "podziwiam" już 6 rok :) Będzie biało jak nic!
Sznur żarówek SVARTRÅ - Ikea (kupowałam je tuż przed świętami, to stała oferta, powinny więc być dostępne w sklepach), metalowe domki - Jysk i Pepco, druciane świeczniki - Biedronka, grafika z Ginkgo biloba (miłorząb japoński) - Pepco.
I małe ogłoszenie, w Pepco aktualnie kupicie fajne doniczki o ciekawej fakturze. Średnica to 12,5 cm,  wysokość 13,5 cm. Koszt jednej to 6,99 zł. Dostępne są w trzech kolorach: biały, beżowy i szary. 
Pozwólcie, że zakończę wiecznie zielonymi sukulentami, co by nam oczy odpoczęły od sporej ilości zdjęć. A zieleń jako kolor nadziei, niech będzie dobrym prognostykiem na powodzenie nowo powstałego Tygodnika

3 komentarze:

  1. Też mam postanowienie więcej czytać, trzymam za nas kciuki 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie będę oryginalna, ale też w tym roku chciałabym nadrobić czytelnictwo. Chociaż jedna książka miesięcznie.
    Kurcze, zazdroszczę ręki do kwiatów🙂 Ja to nie mogę nic uhodować na dłużej:/

    OdpowiedzUsuń