4 marca 2018

POMOCNIK #2 JAK ŁOWIĆ SKARBY W SECONDHANDZIE?

Jeśli śledzicie mój instagramowy profil, na pewno wiecie, że uwielbiam wyławiać z odmętów seconhadnów prawdziwe perełki (oczywiście jest to moja subiektywna ocena, dla każdego perłeką jest coś innego). Podpowiem Wam dzisiaj jak wrócić do domu z uśmiechem na twarzy i niewiele lżejszym portfelem. 

Z racji tego, że wczoraj miałam niesamowicie mało czasu na wizytę w mojej lokalnej Szmizjerce, wpadłam dosłownie "jak po ogień", ale muszę przyznać, że wcale nie było tak źle. W 20 minut udało mi się złowić naprawdę fajne rzeczy (z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale robiłam je dzisiaj prawie po ciemku). Za 35,00 zł kupiłam przeogromną narzutę/ażurowy koc, doniczkę, szklany pojemnik, lnianą poszewkę norweskiej firmy Kremmerhuset, filiżankę ze spodkiem oraz nowiutki, zafoliowany zestaw ozdobnych post-itów z magnsem. Zobaczcie sami. 

A teraz kilka rad dla tych, którzy chcą popełnić swoje pierwsze #lumpeksowelowy. 
  • Dobrze być w dniu dostawy przed otwarciem. Wiadomo, że najlepsze rzeczy czekają na nas tuż po otwarciu. Wytrawni łowcy, to niestety pioruńsko szybkie bestie. Często wystarczy im jeden rzut oka i przedmiot natychmiast znajduje się w koszyku, ale spokojnie, jeszcze nic straconego, o tym napiszę Wam za chwilę. 
  • Zarezerwuj sobie trochę czasu. Nie spiesz się. Przeznacz godzinkę, ale dwie tylko dla siebie, aby spokojnie pooglądać wszystko to co chcesz zobaczyć. Jest jeszcze jedna kwestia. Wiele osób wrzuca do koszyka wszystko to, co spodoba im się w pierwszej chwili, tylko po to aby później przycupnąć gdzieś w kąciku i przeglądać swoje łupy. Część z nich wraca na półkę i między innymi dlatego potrzebny jest nam czas. Często to co wpadło Wam w oko w czyimś koszyku za 20 minut znajdziecie ponownie na półce. 
  • Zabierz do domu tylko to co naprawdę Ci potrzebne i naprawdę Ci się podoba. Nie przynoś do domu rzeczy uszkodzonych, nadszarpniętych zębem czasu, uszczerbionych naczyń i tych z serii "uda mi się to naprawić". Zwykle rzucamy je w kąt i nigdy później do nich nie wracamy, a dom staje się graciarnią. W momencie zakupu powinnaś znać już przeznaczenie przedmiotu, który kupujesz. Mnie np. brakowało doniczki tego rozmiaru na mniejsze roślinki, a w domu czekały niezagospodarowane doniczkowo narcyzy. 
  • Czasami przedmiot, który widzicie wygląda fatalnie, ale wystarczy małe spa w zmywarce i jest jak nowy - pamiętacie post o szklankach z serii vivo firmy Villeroy & Boch? Musicie uruchomić wyobraźnię i zobaczyć w przedmiocie ukryty potencjał. Jeśli rzecz, którą widzicie bardzo Wam się podoba i nie jest uszkodzona, a tylko nieco lub bardziej zakurzona, to bierzcie ją bez zastanowienia. Gwarantuję Wam, że bezcenna jest chwila, kiedy wyjmujecie ze zmywarki przedmiot, który wygląda jak nowy, a w sklepie nikt nawet nie chciał na niego spojrzeć. 
  • Zwracajcie uwagę na marki. Nie jestem z teamu "wyłącznie oryginalna metka", ale bardzo cenię jakość, i jeśli na  półce w secondhandzie mam do wyboru szklanki "no name" lub np. Bodum, to rzecz jasna wybiorę te drugie, bo mam gwarancję, że są bezpieczne, a producent wykonał je z najwyższej klasy szkła. W secondhandach znajdziecie mnóstwo markowych przedmiotów codziennego użytku za ułamek ceny rynkowej. Za rzeczone dwie szklanki Bodum w secondhandzie zapłaciłam około 3,00 zł (są szalenie lekkie), ich cena rynkowa waha się w okolicach 90,00 zł. Po co więc przepłacać?
  • Ciężkie przedmioty kupujcie tuż przed nową dostawą. Ceny spadają wówczas nawet o 70%. Oczywiście jest spore ryzyko, że przedmiot na który się czaicie zostanie kupiony wcześniej. 
  • Zaglądajcie do secondhandów w mniejszych miejscowościach. Ceny w takich miejscach mogą Was bardzo miło zaskoczyć. Ceny w moich secondhandach (miejscowość położona około 50 km od Warszawy) są o kilkanaście złotych niższe. 
  • Higiena najważniejsza! Z racji tego, że nie znacie pochodzenia przedmiotu, który właśnie przynieśliście do domu bardzo ważne jest to, aby go porządnie umyć, zdezynfekować - chociażby wrzątkiem zanim zaczniemy go używać. Wszelkie tkaniny pierzemy, nawet dwukrotnie, musimy pamiętać, że często będą w bezpośrednim kontakcie z naszym ciałem.


Jest jeszcze jedna sprawa o której muszę Was uprzedzić, szczególnie tych, którzy nigdy nie byli przed otwarciem w dniu dostawy. Uważajcie na siebie. Niewyobrażalnym jest to co dzieje się tuż po otwarciu drzwi, ale również później. Mam czasami wrażenie, że ludzie tracą w tej jednej chwili kulturę osobistą, empatię i człowieczeństwo. Nie dajcie się zadeptać, staranować i sponiewierać przez napierający tłum. Stańcie ciut dalej, przeczekajcie pierwszą falę i spokojnie, bez żadnego uszczerbku na zdrowiu wejdźcie do sklepu. 
A czy Wy kupujecie w secondhanadach? Dajcie znać w komentarzu i koniecznie pochwalcie się Waszą najlepszą zdobyczą. Jeśli macie jakieś pytania, jak zwykle z przyjemnością na nie odpowiem.

P.S. Zając jest z Pepco (4,99 zł). 

Marta

3 komentarze:

  1. Secondhand to niejednokrotnie skarbnica perełek. Ale faktycznie, trzeba mieć z godzinkę minimum, żeby znaleźć coś fajnego. A te danteńskie sceny (głównie handlar), które sobie wygrywają ciuchy i łapią co popadnie to już jest legenda😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Przerażają mnie ludzie z klapkami na oczach, którzy pędzą na łeb na szyję aby dorwać kawałek łaszka. Dla mnie wizyta w secondhandzie to przede wszystkim przyjemność, więc trzymam się jak najdalej od tego szaleństwa.

      Usuń
  2. uwielbiam buszować po sh i ja unikam dostaw bo na nich głownie pojawiaja sie te same osoby czyli handlarze mnie udało sie upolowac kubeczki cath Kidston oraz wielki słoj-wazon i wiele innych perełek które prezentowałam na blogu. Twoje zdobycze super i zgadazm sie w zupełnosci z Twoimi radami szperacza :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń